Science fiction? Magic fiction! #8

dnia

Gdyby tylko zmiana pogody była tak łatwa jak rozczłonkowanie duszy na części… bez większego zastanowienia zafundowałbym największe ulewy stulecia. Niestety marzenia muszą pozostać marzeniami a nadzieje pora zastąpić pracą. Nad czym dzisiaj się pochylimy?

Już jakiś czas temu zacząłem się zastanawiać nad istotą magii, a właściwie nad jej charakterem w odniesieniu do istot żywych. Chodzi konkretnie o to co czyni czarodziejów czarodziejami. Umiejętności a w zasadzie możliwości wykorzystywania magii są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Czy to znaczy, że jest to kwestia genetyczna? Mówi się również o czystości krwi. To nic innego jak zachowanie pierwotnego kodu DNA. Dodatkowo niektórzy czarodzieje mogą być silniejsi od innych. Zupełnie tak, jak sportowcy o odpowiedniej budowie mięśni — co również jest zależne od genów. Byłoby to aż tak proste? Naprawdę?

Natrafiłem na parę teorii o powstaniu magii, a w zasadzie pierwszego zaklęcia. W jednej z nich występuje jaskiniowiec, który za pomocą osmalonego patyka tworzy iskry. Jaskiniowiec…  a więc człowiek pierwotny. Kromaniończyk? Lub wcześniej. Neandertalczyk? Człowiek zręczny? Australopitek? Gdzieś gen magii musiał wystąpić. Być może był wynikiem mutacji, tak jak niebieskie oczy czy jasne włosy. A może to jego brak jest mutacją. Kto wie, może wszyscy ludzie mieli być czarodziejami.

Wracając jednak do tematu. Magia nie może być tylko genem. To fizycznie niemożliwe. Jak układ kwasów nukleinowych miałby decydować o tym czy jesteśmy w stanie zamieniać skarpetki w pióra do pisania? Albo że jesteśmy w stanie czynić siebie względnie nieśmiertelnymi. Właśnie, wspominałem o tym w swoich rozważaniach już kilka razy. W tych również, o tam, na górze. Do czego jednak zmierzam? Dusza. Dusza nie jest kwestią DNA. Jest czymś poza fizycznością, ba, może nawet poza świadomością. Dusza jest magią? Nie, to by oznaczało, że mugole duszy nie posiadają. Takie stwierdzenie byłoby… rasistowskie? Szowinistyczne? No cóż, w każdym razie bardzo złe.

Myślę jednak, że pośrednio można pójść tropem „duszy”. Bo magia może być pierwiastkiem —elementem składowym świata. Niekoniecznie fizyczna, przynajmniej nie w klasycznym pojmowaniu tego słowa. Bardziej taka jak ogień lub to, co sprawia że zimne jest zimne a ciepłe jest ciepłe. Jako reakcja. Zjawisko. Metaforyczne fale na jeziorze. Ma to sens? Nie mam pojęcia, ale przyjmijmy przez chwilę, że ma.

Wróćmy do dziedziczenia. Ta sprawa nie daje mi spokoju. Może faktycznie istnieje fragment w układzie genetycznym, który warunkuje zdolność do wykorzystywania magii. Może to jakiś hormon? Nie jest to sama magia, ale bardziej furtka umożliwiająca ciału na korespondencję z tym pierwiastkiem świata. Skoro tak… słyszeliście o transplantologii?

To bardzo prężnie rozwijająca się dziedzina medycyny. Przez prężnie mam na myśli naprawdę PRĘŻNIE. W chwili obecnej przeszczepia się nie tylko pierwotne narządy od dawców. Hoduje się je. Dosłownie. Najczęściej wykorzystywane są do tego tkanki przyszłego biorcy, dzięki czemu niweluje się prawdopodobieństwo odrzucenia. Nowy staw biodrowy? Żaden problem. Poprosimy tylko trochę tkanki tłuszczowej, komórek macierzystych i voilà! To nie jest fikcja. Nawet odrobinę. Jeśli ktokolwiek z Was w to wątpił to właśnie informuję — żyjemy w przyszłości. Bardzo odważnej i dalekiej przyszłości.

Czy z tkankami czarodzieja można byłoby wykonać podobną czynność? Z całą pewnością. Czy wpłynęłoby to na zdolności magiczne? Oto jest pytanie!

Może? Nie? A jeśli tak to w jakim stopniu? W zasadzie odpowiedzi na te zagadnienia są całkowicie nieznane, bo wciąż niewiadoma pozostaje natura magii i to jak jest przekazywana. Bazując na moich bardzo pokrętnych próbach rozwikłania zagadki czarodziejów mógłbym powiedzieć, że transplantologia… może się okazać lekarstwem dla charłaków. Szach mat!

Jak wszystkim wiadomo charłakiem określa się osobę, która urodziła się w rodzinie czarodziejów ale z powodu bliżej nieokreślonego czynnika nie potrafi korzystać z magii lub też włada nią w bardzo ograniczonym stopniu. Ich metaforyczna furtka jest przymknięta. Gdyby tak tkanki ich rodziny były kluczem do jej otworzenia? Jak przeszczep szpiku kostnego? Mogłoby to wpłynąć na ich umiejętności magiczne? Kto wie.

Zdecydowanie jest za mało teorii na temat magii. Wszyscy z niej korzystają, ale zastanowić się nie ma komu… Szkoły powinny kształcić więcej teoretyków i badaczy zamiast aurorów. Filozofia magii — zastanówcie się nad tym, profesorowie.

Kończę już kolejne dywagacje, które wyjątkowo daleko zabłądziły gdzieś w chaosie „a gdyby…”, „co jeśli…”. Czasem jednak trzeba gdzieś popłynąć, żeby zauważyć coś, co jest bardzo blisko.

~Abasdarhon Cane

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s