„Nieszczęsność.”

Nie mam pojęcia kim jest ta Mavel, jednakże wiem, że przez nią nie mogę skoncentrować się ani ja, ani pozostali. Nie wiemy, a raczej pozostali nie wiedzą, jak sobie z tym poradzić.

Podczas jednej z wielu lekcji astronomii, taka jedna czarodziejka, Mavel, nie umiała zachować się neutralnie jak na porządną osobę przystało. Komentowała wszystko, o czym mówiła profesorka, co chwilę chrząkając, zdobywając przy tym same ujemne punkty. Powinnam się cieszyć, Mavel nie jest z tego samego domu co ja, jednak niewątpliwie dziewczyna próbowała zwrócić na siebie uwagę w radykalnych sposobach. Trójnóg specjalnie układała tak, żeby każdy ją słyszał i myślał o nie coś w stylu jakby była na tej lekcji pierwszy raz, od siedmiu tygodni. Nie raczyła się prosić o pomoc, ona jej wymagała dając sugestywne znaki swoimi aksamitnymi chrząknięciami do mądrych uczniów. Oczywiście, nikt nie wie z jakiej racji nie może po prostu podejść i łaskawie poprosić.. Podczas chwili, w której każdy z nas miał się skupić, ona musiała wtedy rozmawiać oraz komentować razy cztery, jakie te planety są okropne i nie w jej guście, że przypominały zgniły ser. Nie obchodziłoby mnie to, jeśli ona nie robiłaby tego tak prowokacyjnie. Tylko czekała, aż jej ktoś zwróci uwagę, aby mogła tylko przeczesać włosy i niewinnie się uśmiechnąć. Czułam się bezradna jako najmniej wpływowa osoba w całej szkole, taka osoba o której nikt zbytnio nie słyszał. Zaobserwowałam, że inni starali się dotrzeć do tej całej Mavel, jednak bezskutecznie. Jej dom stracił całkiem sporo punktów przez nią samą, a szlabanami wydocznie się nie przejmuję. Prefektom jej domu widocznie nie było do ubawu, wyglądało na to, że dormitorium to nie jedyne miejsce, w którym można dostać wycisk za tyle ujemnych punktów i skarg do opiekuna czy do nich samych. Starałam się to ignorować, cały czas wpatrując się w podręcznik na swoich kolanach w swoim okrągłych okularach. Trzymałam się z daleka od problemów bo cóż, problemy oraz sprzeczki nie są w moim klimacie. Nie powinny być w niczyim klimacie, takiego byłam zdania, jednakże najwidoczniej niekoniecznie każdy dba o te pokoje na świecie.

Następna lekcja to transmutacja. Jest to raczej jedyna lekcja, na której rozumiem tyle, co i nic pomimo tego, że uczę się znakomicie. Starając się skupić na wzorze oraz na zaklęciu, mój spokój przerwał nieprzyjemny i głośny stukot paznokci. Zauważyłam tę dziewczynę Mavel, która patrzyła się na mnie ze zdenerwowaniem, jakby wyczekująco. Serio, nie miałam ochoty na prowadzenie jakiejkolwiek dyskusji z tym osobnikiem, więc starałam się udawać, że jej wzrok wcale mnie nie dekocentruję oraz nie denerwuję. Kiedy zaczęła chrząkać mi nad uchem oraz widocznie zaznaczając tym samym swoją obecność, westhnęłam. Nie miałam pojęcia czego ode mnie chce, ale w takich warunkach i tak za wiele nie mogłabtm zrobić. Chyba powinnam poćwiczyć koncentrację w warunkach ekstremalnych.

— Przepraszam?! — powiedziała do mnie sarkastycznie Mavel. Nienawidziłam tego tonu głosu. W myślach nazwałam siebie hipokrytką, lecz teraz toczyłam walkę na wzrok z czarodziejką przede mną. Była sama, miała skrzyżowane ręce na piersi. Mimo to, wpatrywało się w nią i we mnie duża ilość uczniów. Już dawno zapomniałam, jak to jest być w centrum uwagi. Dziwne uczucie.

— Co ty sobie wyobrażasz, co? — przymrużyła oczy na której znajdował się staranny makijaż. Zagryzła wargę, która świeciła się od nadmiaru błyszczyku. Nadal patrzyła się na mnie z góry, jakbym była kimś mniejszym i niższym mentalnie.

— Nie rozumiem co masz na myśli. — oznajmiłam półszeptem, przymykając oczy. Czułam się bardzo niekomfortowo w tej sytuacji i naprawdę, chciałabym ją ominąć. Zaklęcie Color Mutatio nadal było niewykorzystane, a nie powinno takie być już dawno. Podczas tej sytuacji zdążyłam zapamiętać cały wzór, co nie zdarzało się to zbyt często. Transmutacja była zdecydowanie moim wrogiem.

— Siedzisz na moim miejscu, a nie na swoim! Jak śmiesz, zrobiłaś to specjalnie?! — wystawiła na mnie swoją rożdżkę, przestraszyłam się. Nie sądziłam, że Mavel może wstrzelić jakiś pocisk z powodu jej doczesnych zarobków łobuzerskich lecz pomimo tego, nie odzywałam się w strachu przed tym, co mogłoby nadejść.

— Lumos! — krzyknęła donośnie po chwili. Nagle na końcu jej różdżki pojawił się błysk, a cała klasa z wyjątkiem paru osób które starały się namówić nauczycielkę do pomocy, lecz ta była zajęta czytana jakąś gazetą. Zaczęłam się szczerze śmiać. Zaufałam sobie i wiedziałam, że nie ujdzie jej to tak zupełnie na sucho. Mogłam tylko podejrzewać, że czuła się teraz bardzo zażenowana i było jej głupio. Mavel poczerwieniała ze złości, a następnie usiadła na końcu sali, i pewnie zawstydzona siedziała rozmyślając nad życiem.

Mary Hamilton, Slytherin

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s