Okiem nowicjusza #17

dnia

Dzień dobry. Witam serdecznie. Hej, hej. Cześć. Jestem Caitriona Ravassa. Caitriona. Dziewięć literek, a sprawia problem niezmierny. Dlatego można mi mówić “Cait”, chociaż są różne wariacje zarówno mojego imienia, jak i nazwiska. Okej, część oficjalna za mną. Właśnie napisałam Egzamin na zwieńczenie roku szkolnego, a teraz, zaadaptowana w środowisku, walczę o kolejne galeony. A przybyłam tu dopiero na rozpoczęcie.

Choć wiedziałam, z czym Świat Magii się je, to jednak pewne rzeczy pozostawały w Winsford dla mnie niezrozumiałymi (a niektóre nadal takimi są, ale ćśś…). Na szczęście zostałam szybko wtajemniczona, a to wszystko, wyobraźcie sobie, dzięki tym niemiłym Ślizgonom. Wchodząc po rozpoczęciu do pokoju wspólnego, zobaczyłam sporą grupkę, która natychmiast mnie powitała. Wiecie, kto był pierwszym do, aż się dziwię, kulturalnego rzucenia “cześć, Caitriona” i zaproponowania ewentualnej pomocy. Mary Hamilton. Tak, ona.

System galeonowy był dla mnie czymś nowym. Nie do końca wiedziałam jeszcze, o co w nim chodzi (jeszcze wtedy nie byłam chytra, piękne czasy te dwa miesiące temu!), ale mimo to zaangażowałam się w dodatkowe rzeczy – gazetkę Czarownicę i Teatrzyk Winsford. Pisanie scenariusza na Noc Duchów było dla mnie niezwykłym doświadczeniem, podobnie, jak potrafi nim być wymyślanie konkursów do Czarko, np. wycinanie ust.

Co do Nocy Duchów – wtedy zostałam ogłoszona prefektem Slytherinu. Rosyjska ruletka zadecydowała, że to ja pozostanę tą żywą i nie zniknę (sorry, Julie, że padło na Ciebie). Niby fajnie, ale potem spotkanie organizacyjne prefektów i niefajnie. Bo kolejne nowe rzeczy, których nie ogarniałam. Kolejne zabawy.

W Winsford tych zabaw jest od groma. W moim sercu jednak królują Łajnobomby (bo wygrałam) i Miodowe Królestwo (bo chyba otrzymam tytuł Łakomczucha). A co one potrafią wyzwolić w człowieku – najgorsze instynkty! Wypominanie, że się dopiero weszło na czat, a tu już się kupą dostało, albo wskazywanie cudzych literówek, żeby samemu zgarnąć słodycz. Ale nie wszystkie zabawy są czynnikiem uwalniającym zło. Na przykład Ognisko Zapoznawcze uważam za bardzo sympatyczne, jak tak teraz o nim myślę. Chciałam powiedzieć, że i wypady do Hogsmeade były ciekawe, ale przypomniało mi się, że tam zawsze i wszędzie jest walka. Krwawa bitwa o bycie pierwszym i zdobycie bonusowych punktów. Walka, która zmusza Cię nawet do układania znienawidzonych puzzli.

Mówiąc o punktach, walka o nie toczy się jednak przede wszystkim na lekcjach. A w tym roku szkolnym, powinnam powiedzieć, na kursach. Jedne zainteresowały mnie bardziej, inne mniej (nie powiem, które!), ale jako ambitna osoba zdecydowałam się na nie wszystkie chodzić. I mogę powiedzieć, że po niektórych zajęciach, moja i tak duża, niechęć do pisania klimatów się pogłębiła. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – teraz jestem przyzwyczajona do klepania słów, z czego właśnie korzystam.

Zastanawiam się, co jeszcze mogę powiedzieć, aby nie przedobrzyć. A więc, okiem nowicjusza, pozwolę sobie dokonać ostatecznej oceny.

Winsford jest… w porządku.

~Caitriona

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s